wg obliczeń małżonka w sobotę robimy wielkie sprzątanie, na które zaprosiliśmy już nasze rodzeństwo a w kolejnym tygodniu przeprowadzka – dla mnie wciąż nierealna, bo przecież tutaj mieszkamy już 4,5 roku – przyzwyczaiłam się chyba bardziej niż mi się wydaje…

no ale trzeba iść naprzód ;) mam nadzieję, że nowe mieszkanie będzie równie szczęśliwe (a może jeszcze bardziej?:)) jak te, wychodzę z założenia, że dom to rodzina, więc zmiana miejsca jest tylko konsekwencją naszej rozrastającej się rodzinki

to już 10ty tydzień ciąży – czuję się nie najgorzej, mdłości dokuczają, ale jakoś sobie z nimi radzę

nowe słowa w słowniku Piotrusia: pijo (piwo, pilot), miiia (misiu), dzisiaj na handlu zanim się spostrzegłam wyhaczył rzepę i…zaczął konsumować…:), sam wychodzi z łóżeczka, sam do niego wchodzi, zaczyna wspinać się na fotele i kanapy – robi się zaiste coraz ciekawiej! kocham tego małego brzdąca nad życie, daje mi tyle radości, tyle spełnienia…wszystko oczywiście potrafię zepsuć swoim marudzeniem jak mi to czasami ciężko, ale w głębi serca macierzyństwo to jest moja największa lekcja miłości, cierpliwości i zrozumienia