W niedzielę 15.01. ojciec rodziny porwał nas na wycieczkę! (robi cały Boży tydzień na budowie, a potem wpada na genialny pomysł, żeby w jedyny wolny dzień w tygodniu wstać przed 7mą, zapakować majdan czyt. duży wózek plus sanki plus cały osprzęt dziecięcy i wyruszyć w drogę!) Celem było oczywiście poszukiwanie zimy no i … udało się :) dorwaliśmy ją w Wiśle, gdzie nie było nas już prawie rok. Na miejscu byliśmy przed 10tą, przyjemny mrozik, prószący śnieżek. „Prawie” zdążyliśmy na mszę w małym kościółku na Górnośląskiej, a potem spacerki, spacerki, spacerki. Mały pierwszy raz na sankach – minę miał baaardzo poważną. Opatulony kocami siedział cichutko jak „g” w trawie :)

„U Janeczki” czekała na na nas pyyyszna gorąca czekolada, ciacho i kawa. Mały gościł się jak u siebie :)

Potem znowu spacer (mały popadł w stan drzemki 40minutowej) no i obowiązkowo obiad w karczmie „Ondraszkowa Izba”. Piotruś spotkał tam dwie koleżanki z tego samego rocznika, rozdawał buziaki na lewo i prawo, chwytał dziewczyny za ręce – generalnie mały podrywacz się w nim obudził. Chyba z wrażenia postanowił się przesikać, ale zapas ubrań na zmianę był przygotowany, więc nie zaskoczył nas tym zbytnio.

Potem jeszcze małe odwiedziny u znajomych w Tychach i minioną niedzielę możemy zaliczyć do jednej z piękniejszych w ciągu ostatnich kilku miesięcy :)